LIST Z PODRÓŻY 2019


Tokio, 25.06.2019r.

Cześć młoda!

Piszę do Ciebie z miejsca, do którego przez ostatnia lata marzyłaś pojechać. Jestem w Japonii, a dokładniej w Tokio. Odwiedziłam już prawie wszystkie miejsca, które masz na swojej liście, jeżdżąc do każdego punktu komunikacją miejską, którą jak wiesz - jest jedną z najlepiej rozwiniętych na świecie. Wykupujesz kartę miejską Suica, a potem już jedziesz gdzie tylko chcesz, później tylko ją doładowując w dowolnym automacie, którego komunikaty wyświetlają się w kilku językach, co jest oczywiście pomocne :)

Byłam między innymi na przedmieściach Musashi-Koganei, które jest dość popularne wśród turystów ze względu na fakt, że w tamtejszej budce pracuje pies rasy Shiba Inu sprzedający papierosy oraz posiadający własny album, do którego możesz się wpisać i/lub dołączyć zdjęcie, jak również w dzielnicy Harajuku, a dokładniej wąskiej ulicy Takeshita-dori, która jest centrum mody wszelakiej. W weekendy jest najwięcej osób, które inspirują się mangą i anime, a także przypominających tzn. Gothic Lolita. Wzorując się na nich potrafią wydać nawet kilkadziesiąt tysięcy jenów. Czaisz akcję?


Oprócz tego spróbowałam prawdziwego sushi w sushi-barze, który nie równa ani trochę temu, którego podają w Polsce. W zazwyczaj tego typu "knajpach", możesz napić się za darmo zielonej herbaty, którą podawana jest w małych słoiczkach. 

Oczywiście, słysząc hasło "Japonia" od razu myślisz tylko o sushi, jednak tutejsza kuchnia oprócz bardzo wysokich standardów i jakości, jest bardzo zróżnicowana. Istnieją potrawy, o których do niedawna również nie miałam pojęcia, jak jaszczurka na patyku, krowie serce pokrojone na kawałki czy wódka na bazie jadu z węża. Miałam okazję na szczęście lub nie-szczęście tego spróbować :) Wódka = trochę jak żołądkowa, ale w smaku mniej słodka.


Takie "przysmaki" możesz śmiało skosztować w Asadachi, w miejscu najbardziej zatłoczonym przez stację metro w Tokio, znanym jako "Aleja Szczochów" (Piss Alley). Nazwa wzięła się stąd, że po II wojnie światowej ludzie nie mieli zbytnio pieniędzy, więc punkt ten wyrósł jako takie tanie, uliczne jedzenie, poza tym to miano zawdzięcza również temu, że nie było tu toalet, wiec ludzie musieli radzić sobie na swój sposób :) Wszystko tutaj na pierwszy rzut oka może wydawać się podejrzane, ale przestępczość w Japonii jest niemalże zerowa, wiec nie ma się czego obawiać :) Ale nocne tłumy są nie tylko w knajpach, ale i w hotelach... na godziny. Wiesz, niby w Japonii prostytucja jest zakazana, ale ten biznes ma się tutaj znakomicie.


Najbardziej jednak zaciekawiła mnie restauracja w psychiatryku znajdująca się w najbardziej imprezowej przestrzeni miasta - dzielnicy Shibuya - tematyczna Alcatraz ER. Klimaty więzienne, taki trochę American Horror Story - oczywiście są też inne o zakresie robotów, wojowników Ninja czy nawet Alicji z Krainy Czarów :) A więc istnieje szansa, że każdy znajdzie rozrywkę skrojoną pod własne upodobania. 

Lokal jest trochę ukryty, stąd ciężko go znaleźć, poza tym patrząc na zewnątrz budynku nic nie wskazuje na to, że właśnie tam skrywana jest jakaś atrakcja. Będąc tam kiedyś za pewne jeden z "lekarzy" z recepcji mający siekierę wbitą w głowę i nóż kuchenny w plecy, spokojnie Cię oprowadzi - mi pokazał, gdzie mogę zjeść kolację - w celi więziennej lub pokoju spotkań. Z menu wybrałam między innymi drinki wyglądające jak obcięta głowa czy dania z mięsa przypominające mózg - oczywiście wszystko jadalne, bez obaw :) Również do dyspozycji jest piwo za około 1, 700 jenów za 1, 5 litra, czyli jakieś 60 polskich złotych. No niestety, piwo w Japonii jest drogie :)


Szkoda, że nie jesteś ze mną i tego nie widzisz, bo jest lepiej niż sobie wyobrażałam. Stolica jest tak ciekawa i intrygująca, że chciałoby się poznawać jeszcze więcej. Tutaj zaczynasz dopiero myśleć tak kolektywnie. 

Ale koniec o mnie. Z tego co wiem, u ciebie nie jest tak kolorowo.

Wiem, że targa Tobą niepewność, boisz się podjęcia ryzyka i kilku ważnych decyzji. Czy nie są one zbyt śmiałe, dylematy czy się uda, czy podjęcie się czegoś okaże się sukcesem czy może porażką. Boisz się... 

A weź, daj spokój. Nie popadajmy aż w taką skrajność. Bywasz naiwna, ale nie aż tak. Ludzie czekający na Twoje potknięcia będą przecież przez całe Twoje życie. Ale nie martw się, każdy nowy przeciwnik jest odzwierciedleniem miary sukcesu. Z wiekiem uodpornisz się na każdą, bolesną krytykę, serio. Czas pomoże Ci nie przejmować się uwagami nic nie znaczących dla Twojej osoby ludzi.

Kurwa.

Było fajnie, a momentalnie zrobiło się trochę ponuro. To może zacznę od nowa.

Jesteś młoda, masz przed sobą mnóstwo możliwości. Raz żyjesz jakbyś wygrała miliony w Lotto, a raz jakbyś przepuściła wszystko co masz, na loterii. 

Podróżuj nie tylko po swoim kontynencie, nie wpierdalaj codziennie tego samego jedzenia, baw się nie tylko w weekendy!

I będzie dobrze.

AUTOPREZENTACJA: JAK SKUTECZNIE ZBUDOWAĆ SWÓJ WIZERUNEK?


Na początek, definicja autoprezentacji - jest to sposób, w jaki każdy człowiek poprzez swoje wypowiedzi, zachowania i sygnały niewerbalne komunikuje na zewnątrz kim jest, albo za kogo chciałby być uważany. (źródło: wikipedia)

Trzeba mieć odwagę by odkryć samemu dokładnie to, czym jest nasze odbicie i nie bać się nim być. Wiecie - teoretycznie niby to jest proste, ale jeśli się temu przejrzymy w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej.

Jest wiele rzeczy, których chciałabym spróbować zrobić, ale nawet nie zaczynam się starać, a co dopiero pokonywać wszelkie przeszkody, na które mogłabym trafić. Może dlatego, że pomiędzy CHCIAŁABYM,CHCĘ jest znaczna różnica. To pierwsze oznacza to, że posiadam jakieś tam marzenia, a drugie - że mam ustalony konkretny cel, do którego chcę dążyć.
A wiecie, powinno być zupełnie na odwrót - nie powinnam się obawiać, bo bycie sobą to po prostu bycie tu i teraz. Tak zwyczajnie, bez zastanawiania się, czy to, co robię faktycznie jest okej, bez myśli typu: 'czy aby nie zachowuję się jak nie ja'. Wiem, że każdy człowiek postrzega mnie inaczej i to jest normalne, że ludzie tworzą o mnie różne wyobrażenia, na które w większości nie mam wpływu. Inaczej zachowuję się w towarzystwie znajomych, a inaczej w stosunku do rodziców. Tak samo ty i jest to w zupełności normalne - bo przecież za każdym razem przybieramy inną rolę społeczną.


 Zatem, jak zbudować swój wizerunek?

PEWNOŚĆ SIEBIE
Najważniejsza rzecz. Zacznij tworzyć listę składającą się z tych rzeczy, w których jesteś dobry. Mogą być to też Twoje cechy osobowości albo elementy wyglądu, które Ci się podobają. Szczególnie, ważnym punktem jest tutaj popracowanie nad własną akceptacją siebie,  bo niestety - wielu z nas ma z tym problem ;) Powiem tak: jeśli jest coś, co ci nie pasuje, zmień to, a jeśli nie masz na to wpływu - spróbuj polubić. Wiem, wiem - będzie ciężko, ale do cholery! Nikt nie jest idealny.

NASTAWIENIE
Zmień je. Myśląc, że jesteś beznadziejny i do niczego się nie nadajesz sprawisz, że wszyscy inni wokół będą tak uważać, a przecież nie o to chyba chodzi, nie? Przestań - no bo w końcu - wmawiasz sobie głupoty. Kwestia twojego nastawienia jest zależna od końcowych wynikach starcia. Spróbuj choć na chwilę spojrzeć na świat przez 'różowe okulary', opowiadaj o działaniach, z których jesteś dumny, przyzwyczaj się do mówienia o tym, co dobre i pozytywne.

"Jeśli uważam, że mam się dobrze i tak będzie w przyszłości, to łatwiej mi żyć. A jak u mnie wciąż stara bieda, to stara bieda żyje, a ja się nią opiekuję..." 


STWÓRZ WŁASNE ZASADY I CELE
Tu stwórz drugą listę, którą podzielisz na dwie, odrębne części. W pierwszej zawrzesz te cele, do których droga może okazać się niezbyt prosta i pozostawiasz je na dalszy plan do realizacji, zaś w drugiej te, które chcesz spełnić już teraz. Pamiętaj, że nie liczy się ilość, a jakość i autentyczność - selekcja i ograniczenie celów do tych najważniejszych, istotnych sprawi, że będziesz mógł się na nich bardziej skupić i zacząć obmyślać to, jak każdy z podpunktów starać się zrealizować. Po drugie - liczy się czas. Przykładowo: skoro masz przed sobą kartę z tymi zadaniami, które chcesz wykonać przed śmiercią odkładasz je na później, bo teoretycznie - masz na nie dziesiątki lat. Ale jeśli masz na spełnienie czegoś kilka dni, bardziej bierzesz sobie to do serca i starasz się zrobić jak najwięcej, gdyż nie masz czasu odłożyć tego na dalszą przyszłość.


OSOBOWOŚĆ
Zastanów się, jaka cecha, która jest dla Ciebie szczególna pokazuje, w jaki sposób lubisz coś robić - projekty bądź to, czym zajmujesz się prywatnie.

Przykładowo: załóżmy - osoba gadatliwa, mająca dużo do przekazania lub taka, która masz szeroki zakres w danej dziedzinie, może zbudować swój wizerunek prowadząc bloga albo kanał na Youtube. I na tym się zatrzymamy, bo:
Wizerunek długo się buduje, ale jeszcze szybciej traci. Co nie oznacza, że skazuje cię na bycie nudnym: na pewno jest coś, co możesz wnieść i mam na myśli tu coś nowego, zaskakującego. A skoro już jesteśmy przy wprowadzaniu nowości - nie ma nic gorszego niż stanie się kopią, dlatego należy pamiętać o zbilansowaniu tego procesu - postaw na własną kreatywność! :D

I oczywiście, gdy zaczynasz  już działać pamiętaj o podkreślaniu wizerunku w swojej branży, buduj pozytywne przekonanie, nie umniejszaj sobie. Bądź konkretny - podpisuj się pod każdą swoją wypowiedzią, nie chowając się za opcją bycia anonimowym. Tak jak ja napiszę artykuł na dany temat, twierdzę konkretnie: "to sądzę ja, taka jest moja opinia". To są moje słowa i nie wstydzę się ich głosić.


POKAŻ SIĘ ŚWIATU
Nikt nie będzie zastawiał się nad potencjałem, który tkwi w tobie. Zdarza się, że pracownicy pracują latami na stanowiskach, których nienawidzą i zajmują się rzeczami, które w żadnym stopniu nie dają im satysfakcji. Zresztą już o tym pisałam: (KLIKNIJ BY PRZEJŚĆ DO WPISU). Ty pójdź w innym kierunku, pokaż swoje mocne strony, działania, w których jesteś dobry. Jeśli powiedzmy: podróżujesz - zdawaj innym relacje, dobrym przykładem byłby tu choćby Krzysztof Gonciarz LINK DO KANAŁU opowiadający o życiu w Japonii. Jeśli chcecie zobaczyć pieseła sprzedającego papierosy w Tokio bądź dowiedzieć się więcej o daniach jakie się je tam na co dzień (a które dla Polaków są dziwne i trochę niewyobrażalne) jak i wiele innych ciekawych rzeczy to musicie zajrzeć koniecznie właśnie tam :D

A wy? Macie jakieś swoje sposoby na zbudowanie wizerunku?

IDENTYFIKACJA WIZUALNA


Identyfikacja wizualna to ważna część, element, który pozwala na utrwalenie wizerunku. Niestety, nie wiedząc czemu, mało blogerów z niego korzysta. Ci, którzy poznali już jego zalety, bez problemu budują swoją tożsamość, dzięki czemu czytelnik może szybko skojarzyć dany detal, segment z czyimś blogiem. Oczywiście chodzi tu o wywieranie wyobrażeń w pozytywny sposób. 

Tworząc system identyfikacji wizualnej powinieneś:
dobrać odpowiednią nazwę (tytuł bloga)
znak firmowy (logo)
zwrócić uwagę na kolorystykę i czcionkę pisma


NAZWA BLOGA 

Powinna być prosta, niezbyt długa i łatwa do zapamiętania. Masz do wyboru:

Nazwisko lub pseudonim - używając prawdziwego imienia i nazwiska lub pseudonimu, sugerujesz czytelnikowi, że bloga traktujesz poważnie i zależy Ci na profesjonalnym podejściu - w końcu wszystko, co opublikujesz jest podpisane twoją osobistą nazwą. Poza tym, w wynikach wyszukiwania w przeglądarce ktoś bez problemu będzie mógł trafić na Twój serwis (oczywiście, o ile chcesz, aby znajdowano Cię w taki sposób). Jeśli nie - to znaczy, że nie jesteś na to gotowy - wymyśl więc inną nazwę. Ja miałam tak, kiedy próbowałam ukrywać się ze swoim blogiem. Teraz jednak uważam go za 'dobrą robotę' i myślę, że wszyscy powinni o nim wiedzieć i już, i nieważne, czy jest to ktoś bliższy czy dalszy, koleżanka mamy albo zupełnie obcy mi człowiek. Nie wstydzę się swoich słów, poza tym notka poprawna językowo, na wysokim poziomie merytorycznym to nie dziesięć minut roboty - to ciężka praca intelektualna. 

Tytuł, które będzie wskazywał na tematykę strony i prowadzonej działalności (np. http://motywacja-blog.pl/) - skonkretyzuj o czym chcesz prowadzić bloga lub co jest tematem głównym/przewodnim - czytelnik po nazwie będzie wiedział, czego ma się spodziewać, a to dlatego, że nazwa pojawia się w wynikach wyszukiwania (będzie to sprzyjać CTR (Click Through Rate - czyli  stosunek liczby wyświetleń  w wyniku wyszukiwań do liczby wejść na stronę). Zastanów się jednak, czy jesteś w stanie zobowiązać się do tego, by pisać regularnie i przez dłuższy czas na dany temat, czy Ci się to nie znudzi.

Inspiracja - może być to nazwa polska/angielska (ewentualnie w innym języku) składająca się z jednego, dwóch, trzech, maksymalnie czterech wyrazów - taka, która Ci się podoba (np. A point of view) lub z którą chcesz być kojarzona (np. Kameralna). Ja używam ten pierwszy rodzaj. Osobiście jednak odradzam stosowanie skrótów - ciężko je zapamiętać.


LOGO

Informacja, która jest podana w formie obrazu, pozwalająca na jak najszybsze dotarcie do odbiorcy (dzięki czemu łatwo jest mu zapamiętać i skojarzyć firmę, stronę). Nie może być skomplikowane, a skonstruowane w jak najprostszy sposób; może być:

tematyczne - kojarzy się z treścią bloga
graficzne - wykorzystuje kształty np. ludzi, zwierząt  (cel: wywołanie skojarzeń z cechami bloga)
inspirowane heraldyką - tak jak np. herb czy godło
inspirowane nazwą organizacji - przedstawienie znaku, który jest nośnikiem informacji o działalności
abstrakcyjne - kompozycja figur geometrycznych, niezwiązanych z treścią serwisu

Najlepiej żeby było nieskomplikowane, z kolorem przewodnim - dobranie jednego lub dwóch jest najlepszym rozwiązaniem, choćby ze względu na to, by pasował do kolorystyki szablonu bloga; aby nie było zdjęciem - w blogsferze często trafiam na te blogi, na których za nagłówek robi fotografia lub kolaż z podpisem nie do końca trafionego fontu, co niestety nie jest to zbyt unikalne połączenie; i przede wszystkim aby było charakterystyczne - powinno się kojarzyć z danym serwisem.

Kompozycje znaku firmowego:


KOLORYSTYKA

Celowo dobrane kolory, które mają na celu wyróżnić i podkreślić charakter bloga. Te, które leżą naprzeciw siebie to kolory dopełniające, tworzące silny kontrast, dzięki czemu przyciągają wzrok czytelnika. Natomiast kolory leżące obok siebie to kolory analogiczne, komponujące się dobrze, w wypełnieniach tonalnych. Wybierając kolorystykę, najlepiej zastanowić się nad jej symboliką (np. czerwony - miłość, żółty - słońce, ciepło; różowy - kobiecość, czarny - sukces, brązowy - bezpieczeństwo, złoty, srebrny lub fioletowy - elegancja, dobra jakość, zielony - życie, nadzieja.) Wybierz maksymalnie trzy kolory i to ich się trzymaj, przesyt raczej nie jest tu mile widziany ;)
Techniczna wiedza o kolorach - http://ekorale.pl/1-jak-dobierac-kolor
TYPOGRAFIA

Czyli inaczej krój czcionek - font powinien być odpowiednio dobrany tak, by bez problemu można było odczytać tekst. Zdecydowanie najlepszą opcją jest ciemny odcień na jasnym tle (standardowo: czarna czcionka na białym tle). Tytuł jak i również nagłówki powinny się wyróżniać - powiększ czcionkę lub ją pogrub; w notkach nie unikaj przestrzeni - nikt raczej nie lubi czytać tekstu, który składa się z samej zbitki malutkich liter. Na szczęście żyjemy w czasach, w których z pomocą przychodzą nam wirtualni (a co najważniejsze, darmowi!) asystenci jak np. http://www.typegenius.com/ lub typ.io

Notkę opracowałam na podstawie własnej wiedzy i książki od sprzedaży produktów reklamowych, jeśli podobają Wam się takie posty jak ten, napiszcie w komentarzu, postaram się o więcej :) Przede mną jeszcze trzy lata technikum - na pewno o reklamie (jestem na tym kierunku), będzie dużo. 

KURWA, CO TY TAM JESZCZE ROBISZ?


Wielu ludziom zaczyna być wygodnie. W momencie, gdy przestają się rozwijać, w chwili, w której przestają chcieć czegokolwiek więcej, a to, co już mają zaczyna im wystarczać i są stuprocentowo usatysfakcjonowani. Chodzą do pracy, której wcale nie lubią; pracy, której mają dość. Wstają rano i od razu pierwszą myślą jest ta, że po prostu im się nie chce. Wolą zostać każdą częścią ciała w łóżku, ucinając sobie jeszcze przy tym drzemkę, a potem jeść śniadanie znów z myślami o tym, jak bardzo ich praca jest zła. Bo przecież łatwiej jest narzekać, niż zacząć robić to, co naprawdę się lubi. Nie jesteś pewnie jednym z tych wariatów, którzy mogliby po prostu zacząć spełniać swoje marzenia.

Jakby nie patrzeć, temat narzekania jest wszędzie: na portalach społecznościowych, na ulicy, w autobusie. Opowiadania wśród znajomych jak bardzo ta robota jest zła, denna i nudna jak flaki z olejem, a szef okropny; dodatkowo ludzie z branży, którzy potrafią działać tylko na nerwy i są fałszywi. Narzekanie na to, że ktoś ma lepiej albo, że skoro jest blogerką modową (powiedzmy) to zarabia kokosy tak naprawdę za nic. Bądźmy szczerzy - po prostu boli Cię tyłek z tego powodu, że zbija hajs w fajniejszy sposób niż ty. 

Słuchaj, stary. Skoro tak wygląda każdy twój dzień, skoro zaczynasz każdy swój poranek od myśli 'co ja jeszcze tam kurwa robię', no to w sumie racja. Co ty tam jeszcze kurwa robisz? Czemu nie rozejrzysz się za czymś innym? Jeśli męczy Cię Twoja posada, to dobrze byłoby znaleźć w końcu coś, co będzie Cię mogło usatysfakcjonować. Pewnie teraz sobie myślisz, że w dobie bezrobocia i narzekania, nie będzie Cię stać na coś innego, że nie zmienisz nic, bo nie dasz rady ani, że to nie ma sensu, bo obecne stanowisko pozwala Ci na przeżycie od deski do deski i w sumie, skoro tak to dlaczego miałbyś zacząć coś w tym kierunku robić? Słuchaj, naprawdę jest lepiej spędzić jakiś czas na dupie szukając te cholerne ogłoszenia, wysyłając później miliony CV i listów motywacyjnych niż tracąc kolejne dnie, narzekając na swoją pracę i wszystko, co z nią związane. 


Dobra, myślę, że sobie to wyjaśniliśmy. Ale niech Ci będzie, załóżmy, że wcale nie wyolbrzymiasz i faktycznie twoja praca jest do dupy. I co zrobisz z tym? Zgaduję, że nic. Z lenistwa? A może ze strachu? To jest trochę jak w toksycznym związku: masz już dość swojej drugiej połówki, na jaw wychodzą wszystkie jego perfidne kłamstwa, ale przecież zostajesz z nim dalej, bo przecież to niby ten jedyny na całe życie. Nadal nie rozumiem: dlaczego ludzie boją się zmian? Słuchaj, przekwalifikuj się, zrób kurs, pomyśl o założeniu własnej firmy. Stwórz cel i do niego powoli dąż - gdy tego nie robisz, to dosłownie popełniasz duchowe samobójstwo. Jeśli nie zamierzasz zrobić czegoś ponad to, w czym osiągnęłaś już bardzo dobry wynik, to tak naprawdę nigdy się nie rozwiniesz i będzie tkwić ciągle w tym samym miejscu. A tu nie o to chodzi.

Być może myślałeś już o zmianie pracy, ale zadecydowałeś, że nie możesz tego zrobić. Rozumiem, trudna sytuacja finansowa, kredyty, ciężka sytuacja i pewnie nie jesteś w stanie sobie wyobrazić nagle to porzucić, w momencie gdy brak pieniędzy jest największym problemem. Z drugiej strony - jeśli wcale tak nie jest - przeciw czemu sam wymyśliłeś sobie wymówki? 

Kiedyś czekałam na aprobaty ze strony innych. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że tak naprawdę nikt nie zrozumie jakie mam możliwości i że tylko dzięki temu, do czego będę dążyć w życiu mogę odkryć te zdolności, które mam w sobie. Jaki powód mam Tobie przypomnieć, przywołać, po jaki powód Ty możesz sięgnąć, by zacząć działać? Odnajdź w sobie ten powód.

CZARNO-BIAŁE WNĘTRZA


Black&white to połączenie, które fascynuje projektantów wnętrz - już dawno wpisał się w kanon ponadczasowej klasyki. To, co łączy te dwa kolory, to uniwersalny, ponadczasowy efekt. Biały kolor rozświetla i optycznie powiększa pomieszczenie, za to czarny nadaje elegancji oraz charakteru. Należy jednak pamiętać, że najważniejszą zasadą przy projektowaniu  wnętrza jest taka, by wyważyć proporcje rozłożenia barw. Kolor jaśniejszy powinien być bazą, przeważać w całym wystroju. Dlatego przy tworzeniu wystroju czarno-białego wnętrza, kolor czarny powinien być jedynie akcentem np. w dodatkach czy detalach aranżacyjnych, aby pomieszczenie nie stało się ciemne i smutne. Oczywiście możemy sięgnąć po inne kolory, aby ożywić przestrzeń, np. po złoty, który pozwoli uniknąć gwałtownego przeskoku między czernią, a bielą.

Czarno-biały obraz
Jak już wspomniałam, czarnego akcentu możemy doszukiwać się w dodatkach, czy detalach aranżacyjnych. Świetnie się sprawdzi obraz - najprostszy, a zarazem uniwersalny sposób na udekorowanie wnętrza. Na mojej ścianie pojawił się kolejny, dzięki firmie Galeria Druku. Na uwagę zasługuje przede wszystkim szybka realizacja zamówienia. Już po trzech dniach po jego złożeniu obraz był u mnie, co uważam za bardzo dobry czas, bo oprócz przygotowania do wysyłki, wlicza się też czas na zrealizowanie projektu. Jeśli chodzi o zapakowanie, także nie mam żadnych zastrzeżeń. Produkt był zabezpieczony przed uszkodzeniem, dotarł do mnie w nienaruszonym stanie. 


Realizacja zamówienia 
Wystarczy przejść do kreatora obrazów i wgrać zdjęcie. Następnie wybrać rozmiar wydruku, materiał (bawełna lub poliester), efekt (ja wybrałam czarno-biały), grubość ramy oraz sposób zadrukowania boków. Wszystko sprowadza się do kilku kliknięć, po czym mamy gotowy projekt. 

Przy "tworzeniu" obrazu pojawił się komunikat, że zdjęcie ma zbyt małe wymiary w stosunku do wymiarów obrazu, jakie chciałam mieć, co może mieć znaczy wpływ na utratę jakości i mogą być widoczne tzw. 'piksele'. Jednakże postanowiłam zaryzykować. Już korzystałam z usług firmy Galeria Druku i nie zawiodłam się, tak więc pomyślałam, że raczej i tym razem będę zadowolona. I jak? Rozdzielczość oraz jakość wydruku jest na wysokim poziomie, każdy element jest bardzo wyraźny. Nie ma tu mowy o żadnym "rozpikselowaniu", obraz nie rożni się w zasadzie niczym od pliku, który wysłałam. Mogę z czystym sumieniem polecić Wam tę firmę.

Wpis powstał przy współpracy z firmą GaleriaDruku

NIC NA JUTRO


Ciągle na coś czekamy.
I ciągle coś przekładamy, obiecując sobie, że "zacznę od jutra". 
Tylko, że nadchodzi ten następny dzień i wcale nic się nie dzieje.

Doskonale wiem, że nic nie jest idealne. I choćbyś próbował na siłę dotrzeć do takiego momentu, w którym osiągniesz perfekcyjny stan to zawsze po drodze trafisz na przeszkody, z którymi będziesz musiał się zmierzyć.

Żyję tym co jest teraz, teraźniejszością. Według mnie nie ma sensu rozpatrywać się nad wspomnieniami, zwłaszcza tymi negatywnymi. Jakieś wydarzenie było i już więcej nie powróci, więc skupiam na tym, co posiadam aktualnie. To, co daje mi największe szczęście. Więc kiedy słyszę hasło " zrób to teraz" to robię to właśnie w tej chwili. Od razu. Nie czekam na nic ani nie odkładam tego na drugi dzień. Może nie potrafię wszystko zrobić zupełnie idealnie, mimo to staram się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Tak, żeby wyglądało to w taki sposób, jaki chcę.

Jeszcze nie dawno, kiedy ustalałam sobie jakiś cel do osiągnięcia odpuszczałam już na samym początku albo w trakcie jego realizacji. Ostatnio uległo to zmianie - jeśli nie poddam dnia na coś produktywnego, czuję się po prostu źle. Każde moje postanowienie  i osiągniecie wiąże się z tym, że z każdym dniem staje się coraz lepszym człowiekiem. Jestem bardziej zadowolona z siebie, odkrywam własne możliwości.  Stawiam nowe kierunki, wiem jakimi priorytetami się kieruję. Wśród nich tym najważniejszym jest przede wszystkim moje szczęście.

To, co kiedyś było tylko wyłącznie zdaniem zapisanym w moim pamiętniku "zacznę od jutra" od jakiegoś czasu staje się marzeniem, do którego realizacji dążę. Nie rzucam sobie żadnych wymówek. Nie zakładam od razu, że coś nie jest dla mnie skoro ani razu tego nie doświadczyłam. Czuję, że wszystko jest dla mnie. Bo MOGĘ. POTRAFIĘ. Po prostu. Jeśli coś, co robię daje mi szczęście to nic mi więcej nie potrzeba. Często też podejmuję się wyzwań, mimo że nie mam pojęcia czy dam radę. Tylko, że wtedy już nie ma wyjścia. Muszę dać radę.

Bo wiesz, to jest tak, że im więcej będziesz wymagał od siebie tym na więcej będzie cię stać. Momentami będziesz mieć mieć wątpliwości, ale jest to normalne. Jeśli będziesz sobie powtarzać, że musisz iść do przodu to faktycznie będziesz się starać. Innego wyjścia nie ma. Grunt to dobry plan i wdrążenie nowych, lepszych nawyków do życia, by czerpać z niego radość w stu procentach.

SILNA WOLA

Trenujemy ją przez całe życie. Sami stawiamy sobie wyzwania - kiedy chcemy schudnąć czy rzucić palenie. Gwarantuję, że już pierwszego dnia po postanowieniu będziecie zdani na próbę ulegania pokusom: leżący batonik w sklepie obok kasy czy chwila przerwy na papierosa. Nie oszukujmy się - każdy miał chwile bliskie "złamaniu", bo zastanawiał się nad porzuceniem nowo przyjętych zasad. Będziesz nie raz walczyć ze sobą, budząc się rano i nie mając ochoty pójść na siłownię. Niejednokrotnie będziesz upadać i walić pięścią w ziemię, bo coś ci nie wyszło. Ewentualnie przewinie się taka myśl, że nie dasz rady. Tylko, że to jest tak - każdy jest zdany na wzloty i upadki, ale albo będziesz piąć się dalej w górę, albo będziesz tkwić dalej w tej całej gównianej sytuacji. Wybór należy do ciebie. 

Świat nie jest ani cudowny ani chujowy. On po prostu jest. Są dwa wyjścia: albo zaczniesz coś z nim robić albo dalej będziesz negatywnie go postrzegać i twierdzić, że jest do dupy.

Uczę się na reklamie i dobrze wiem, jak bardzo marketing potrafi zamydlać oczy. Wszystko jest przedstawiane jako cudowne i przyjemnie. Ludziom w ten sposób pierze mózgi. Reklama foliowych torebek na psie gówno (posiadających oczywiście atest Instytutu Matki i Dziecka) - pokazywana jest uśmiechnięta pani, która z wielką przyjemnością sprząta pozostałości po defekacji swojego pieska, zmierzając tanecznym krokiem ku śmietnika. W rzeczywistości to jest tak: pies się zesrał. I tyle. Trzeba posprzątać. Nie ma w tej sytuacji żadnych niesamowitych przeżyć.

Bo są prologi lepszych i gorszych dni. Zajaraj się więc życiem i czerp z niego to co najlepsze. (Brzmi to trochę jak Paulo Coelho, ale mniejsza). Po prostu kolekcjonuj dobre momenty. Warto. Uwierz mi. A wiesz dlaczego? Po to, byś w podeszłym wieku usiadł w bujanym fotelu i patrząc na zachód słońca mógł stwierdzić: "Moje życie było cudowne".

Marzenia spełniają się bardzo szybko. Trzeba im tylko pomóc. 
Tak więc nie wmawiaj sobie, że "zaczniesz od jutra". Wiesz przecież doskonale, że znów odpuścisz.
Nie szukaj też żadnych wymówek.

Postaw konkretny cel i zacznij już dziś.

SZCZERZE O MOIM BLOGOWANIU

Zanim założyłam tego bloga, długo jeszcze myślałam nad tym, czy to w ogóle ma sens. Poprzedni, który prowadziłam w 2014 roku, był całkiem chętnie czytany, miał swoje grono odbiorców i w sumie w pewnej mierze gdyby nie oni nie okazałby się jeden z moich artykułów w 34 MAGAZINE. 

Jednak ja czułam jakiś niedosyt. Po prostu tego nie czułam. Moja strona coraz bardziej mnie męczyła, ponieważ nie byłam w pełni zadowolona z tego, co robię. Ciągle mi coś nie pasowało, ilekroć starałam się dopiąć każdy post na ostatni guzik. Mimo wszelkich prób, miałam wciąż wrażenie, że moje pisanie idzie na marne i że tak naprawdę to czy dodam coś nowego czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia. Domyślam się, że wy pewnie też nie raz mieliście takie poczucie, czy może nie porzucić tego, do czego tak naprawdę dążycie ot tak w cholerę? Że tak naprawdę ten punkt zaczepienia do niczego i tak nie poprowadzi?

Dwa lata temu obserwowałam działania innych polskich blogerek, które osiągnęły całkiem niezłe sukcesy w blogosferze. Czytałam ich strony, oglądałam wywiady, artykuły na ich temat. I szczerze mówiąc - był nawet taki moment, kiedy zaczęłam się nimi wzorować. Efekt był taki, że to, co pisałam nie wypływało w stu procentach ode mnie, a wszystko, co tworzyłam było pisane na siłę. Powiem wprost - nie miałam pomysłu na siebie. I chcąc dążyć do takiego 'ideału' w blogsferze, którego sama wyimaginowałam zaczęłam kurczowo inspirować się innymi osobami. Dałam się wypalić, bo zaczęłam pisać nie o tym, co mnie interesuje, a o tym, co modne. Zadałam sobie więc pytanie: "czy  w takim razie dalsze prowadzenie bloga ma jakiś sens"? No, i usunęłam bloga.


Prawda była taka, że przecież te sukcesy, które osiągały inne blogerki nie wzięły się ot tak. Wszystko wynikło z kilku lat ciężkiej pracy, wielu rożnych projektów, które zdecydowały się podjąć, a przecież większe współprace wymagają dużej odpowiedzialności. Każdy zaczyna od zera, a ja dopiero z czasem zrozumiałam, że skoro tak własnie jest, to czemu wciąż patrzę na rezultaty innych? Dlaczego nie mogę po prostu skupić się na swoich działaniach i dążeniu do własnych celów? Przestałam porównywać siebie do kogokolwiek, bo dawałam sobie przez to tylko powody do tego, by siebie nie znielubić. Nie jestem jak ktoś inny i nie będę, ponieważ nie jestem niczyją kopią.

Postanowiłam po pół roku znów spróbować, tak też 4 marca 2015 roku powstał ten blog.

Zamiar był taki - zaczęłam dzielić się tutaj własnymi doświadczeniami, wiedzą, tego, czego się nauczyłam. I jak się okazało - to było strzałem w dziesiątkę. Zaglądam często w moje statystyki na blogerze - duża liczba czytelników z Polski, ale najbardziej satysfakcjonuję mnie to, że równie tyle samo jest ich z Niemiec, Hiszpanii czy USA. Te liczby stale rosną, co znaczy, że trafiam do coraz większej liczby odbiorców. Większość uważa, żeby pisać przede wszystkim dla siebie. Prawda, ale jeśli widzę, że komuś podoba się to, co tworzę daje mi ogromną satysfakcję i motywację do dalszej pracy.

Tylko, że ja tą motywację znów straciłam. I ostatnio znów rozważałam usunięcie bloga.


Jednak tym razem przemyślałam wszystko i zrozumiałam, że na jakichkolwiek sukces trzeba pracować przez dłuższy czas (nawet latami!). Zaraz minie rok od założenia strony, więc niby dlaczego miałabym porzucić to, na co pracowałam przez ten cały czas? Chcę przede wszystkim rozwijać tu samą siebie. Chcę, by blogowanie zmobilizowało mnie do tego, by czerpać jak najwięcej z życia. Często czytam teksty motywacyjne u innych osób i nic tak nie działa na mnie jak właśnie takie posty :)

Myślę, że każdy z was nie raz miał wątpliwości. Na moim przykładzie mogę wam powiedzieć, żeby przede wszystkim:

1) Nie poddawać się po pierwszej porażce czy chociażby lekkim podłamaniu - to jest coś zupełnie naturalnego ;) Wręcz przeciwnie - powinien być motywatorem do pracy nad sobą i nie sprawiać, abyś porzucił nagle to, co chciałbyś osiągnąć. Wiesz, nie trzeba być świetnym, żeby wystartować. Trzeba wystartować, żeby być świetnym. Obojętnie na jakiej drodze jesteś i do czego dążysz - zawsze spotkasz jakieś przeszkody. Sęk tkwi w tym, żeby je pokonać.

2) Nie porównywać się do innych, nawet jeśli widzimy, że w krótszym czasie doszli dalej. Wszystko przychodzi z czasem, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Sukces nie jest czymś na zawołanie - pierwsze co musisz zrobić to przezwyciężyć tego ludzika w twojej głowie, który twierdzi, że nie dasz rady.


3) Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Im więcej piszesz, tym lepiej Ci to wychodzi. Nie chodzi o to, by pisać codziennie, a przynajmniej regularnie. Mogę pokazać na swój przykładzie - gdy zaczynałam na tym blogu wpisy były krótkie, niedopracowane... Patrzę na te sprzed kilku miesięcy i porównuję z dzisiejszymi - różnica jest ogromna :)

4) Większość sądzi, że w dobie dzisiejszego internetu, gdzie przebitka blogów jest ogromna, nie ma możliwości na stworzenie własnego 'internetowego kącika', do którego odbiorcy będą chętnie wracać. Nie prawda. Jeżeli wszyscy robią w kółko to samo, nie znaczy, że i ty nie możesz tego spróbować. Pójdź w przeciwna stronę. Nie przebijesz kopii, która już istnieje, chyba, że zrobisz to inaczej, lepiej, na swój własny sposób. Rozumiesz?

A więc... Też mieliście takie chwile wahania, w których zastanawialiście się, czy jest sens dalej prowadzić bloga? Dlaczego zdecydowaliście się go założyć? :) Możecie opisać coś więcej od siebie - dyskusja mile widziana :) I na marginesie - tekst jest dość długi, więc mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam :) 

I TO WCALE NIE BYŁ FILM


To słodkie, kiedy ukradkiem patrzysz na nią wciąż myśląc, że ona wcale tego nie zauważa. Kiedy próbujesz stwarzać pozory udając, że wcale przy jej obecności się nie stresujesz, przepełniony uczuciem wiecznych fajerwerków i motylków w brzuchu. Nie możesz przecież powiedzieć, że jesteś wyluzowany - już na sam jej widok dostajesz rumieńców i potykasz się o własne nogi. Wystarczy, że przejdzie obok ciebie, a ty w tym samym momencie czujesz potężne kołatanie w piersi, zapominając na chwilę o oddychaniu. Z całego zajścia zapamiętujesz tylko jeden obraz - gdy ona znika za jednym z barów, kołysząc swoimi idealnymi biodrami oraz unoszący się nad nią zapach jej perfum, który działa na ciebie niczym afrodyzjak. Częstuje cię słodkim uśmiechem, a przez twoje ciało przetacza się fala gorąca. 

Nie zesraj się chociaż - odezwał się zniesmaczony głos w twojej głowie. 

Stoisz wryty w miejscu i dopiero po kilku sekundach wracasz do rzeczywistości.



Nastał drugi dzień. Znów ją zobaczyłeś - tym razem w twojej pracy, kiedy szedłeś korytarzem niosąc całą stertę niepotrzebnych dokumentów. Wyglądała jeszcze lepiej niż wczoraj. Przylegająca spódnica idealnie podkreślała jej kobiece kształty, a makijaż uwydatniał jej piękne, duże oczy w kolorze błękitnego oceanu. Była tak piękna, że trudno było ci oderwać  od niej wzrok. Poza tym, w powietrzu znów unosił się zapach jej cudownych perfum...
Jak się okazało później - twoje 'zauroczenie' zostało sekretarką w firmie twojego szefa. Wszystko świetnie, bo może znajdziesz pretekst, by w jakiś sposób do niej zagadać. Tylko, że nawet powiedzenie głupiego 'cześć' przyprawia cię o mdłości. Słyszysz tylko swoje kołatanie serca, ucisk w gardle i uczucie niepewności. Może lepiej nic nie będę mówił, może jeszcze lepiej, abym poczekał - tak właśnie wyglądają twoje myśli. A gdzie pewność siebie?

Po pracy wracasz do domu z miną zbitego psa. Rozmyślasz nad tym, jakim jesteś nieudacznikiem. Obiecujesz sobie za wiele. Dużo mówisz. Mało robisz. Chciałeś do niej zagadać i nie jeden raz się do tego zabierałeś. Tymczasem do tej pory nie zrobiłeś nic... Wiesz co? Nie, to wcale tak nie jest. Nie jesteś niemotą, ciotą czy niedorajdą - jakkolwiek to sobie tłumaczysz. Ty po prostu oszukujesz samego siebie.
Niby mówisz, że nie palisz papierosów i że są dla Ciebie czymś nieprzyjemnym. Mimo tego w popielniczce zbiera się coraz więcej popiołu. Na stole leży pół butelki wina i pusta szklanka z niedopitym czerwonym na dnie. Leżysz na kanapie pod kocem. Podłamany, bo kolejny raz wyszedłeś na życiową ciotę -  oczywiście tylko według ciebie. A wiesz co to oznacza? - to koniec. Wszystko zostało już wyjaśnione. I mimo tego, że wszystko zostało wyjaśnione, ty nadal siebie nie rozumiesz. Nie rozumiesz, bo całą resztę masz w głębokim poważaniu i nic cię nie obchodzi. Uważasz, że nie masz szans, jesteś przegrany i poddajesz się już na samym starcie.

Stary, ogarnij się.

Bo nie na tym to wszystko polega. Wiesz co jest twoim największym błędem? Strach. Strach przed byciem sobą. Boisz się do niej zagadać, wydusić choć jedno słowo. Obawiasz się o jej reakcję, kiedy tak naprawdę - wbrew pozorom - nie masz się czego obawiać. Chociaż spróbuj. Popracuj nad swoją nieśmiałością. Wiesz doskonale, że niepewność siebie do zalet nie należy. Na pewno też wiesz, że choć trudno, to jednak da się nad tym popracować. Nawet w najmniejszym tego stopniu. Możesz zmienić wszystko...


Możliwe, że czekasz na zmianę już od dawna. Możliwe, że dopiero teraz zacząłeś zauważać, że nie jesteś szczęśliwy. Do zmian potrzeba  samozaparcia, energii. A przede wszystkim czasu - on jest najważniejszym i największym zasobem. 

Sam za siebie odpowiadasz i to ty decydujesz za siebie. Możesz stwierdzić, że nie dla ciebie jest te całe zagadywanie do dziewczyn, że to Cię boli, że się nie nadajesz, nie masz tego czegoś albo za bardzo się boisz. Tłumaczysz to sam sobie. I jeśli twierdzisz, że nie może nic się zmienić w tym kierunku i nigdy się nie rozwiniesz - to właśnie tak będzie. 

Wstań i spójrz w lustro. Kogo widzisz? Odważnego, męskiego faceta, który umie zdobyć się na odwagę? Nie, nie. Widzisz w odbiciu kogoś, kto czasem musi sam przed sobą udawać, że jest odważny, aby nie stracić rezonu. Skoro wszystko jest w twoich rękach, a z pewnością chciałbyś wyjść poza szereg... Wyjść przeciw własnym słabościom i poukładać sobie w końcu wszystko tak jakbyś chciał, żeby było... Skoro chciałbyś umieć zagadać, zdobyć się na odwagę, wiedzieć co powiedzieć. Skoro chcesz zmienić swoje życie - jest dla Ciebie szansa.

TRICK OR TREAT, CZYLI HALLOWEEN Z CHOCOLISSIMO


Halloween to dzień, który najbardziej cieszy chyba dzieci. To czas, w którym można docenić ich kreatywność. Przebierają się w stroje, chodząc 'od drzwi do drzwi' i mówią znane już chyba wszystkim hasło 'Cukierek albo psikus'. Dekorują też swoje domy ozdobami o tematyce związanej z duchami. W sklepach gromadzi się aż od ilości rzeczy związanych z tym dniem, a opuszczone magazyny czy fabryki służą jako 'nawiedzone domy'.

Marka Chocolissimo przygotowuje zawsze na każdą okazję pyszne, czekoladowe wyroby, tak też oczywiście na Halloween również wpadło kilka smakowitości: ręcznie robione lizaki, pralinki oraz czekoladki. Wszystko jest pięknie zapakowane i wykonane z taką starannością, że aż szkoda jeść. Jedną z tych rzeczy są Halloween'owe nietoperze. Zestaw składa się z dwóch mlecznych nietoperzy oraz jednego deserowego, które są wypełnione pysznym nadzieniem o smaku czarnej porzeczki. Nie wiedziałam jednak, że po odgryzieniu skrzydełka jednego z nietoperzy coś zacznie strzelać mi w ustach. Kiedy byłam dzieckiem jadłam czasem cukierki Zozole, które tak samo strzelały. Trochę stare czasy mi się przypomniały. ;) Jeśli chodzi o czekoladę z jakiej są zrobione nietoperze jest przepyszna, rozpływająca się w ustach, po prostu cudo! ;)



Historia marki Chocolissimo związana jest z ciągłymi podróżami, odkrywaniem kilkusetletniej tradycji związanej z produkcją czekolady oraz eksperymentowaniem ze smakiem i łączeniem składników. Chocolissimo to przede wszystkim pasja, która zgłębiana jest każdego dnia, aby oferować produkty najwyższej jakości, o unikalnych walorach smaku, zapachu, wyglądu i dotyku.

Wśród wielu znakomitych produktów czekoladowych premium, powstała koncepcja stworzenia unikalnej kolekcji zawierającej najlepsze i najciekawsze smakowe produkty, w których dbałość o szczegóły została rozciągnięta do granic możliwości, a efekt końcowy tworzy perfekcyjną treść podaną w doskonałej formie.

Jeśli chodzi o mnie, jestem wielkim koneserem czekolady. Nie znam chyba nikogo, kto jej nie lubi. Ktoś w ogóle taki istnieje? ;) Czasem czuję lekkie wyrzuty sumienia, zajadając kostka po kostce (bo przecież tak trudno jest poprzestać na jednej!). Takie też są kolejne słodkości. Trudno się im nie oprzeć. Obie przepięknie zapakowane z kokardą nawiązującą do Halloween, także myślę, że sprawdzą się idealnie jako prezent. Kartonik Halloweenowe pralinki XL skrywa w środku 8 słodkich pralinek o różnorodnych smakach, a drugi kartonik zawiera trzy Czekoladowe czaszki Halloween wykonane z czekolady białej, mlecznej oraz deserowej. W smaku - pychota!



Na koniec lizaki w dwóch odsłonach: nietoperz i czarownica, oraz dynia, wykonana oczywiście w całości z czekolady! Jestem pod wrażeniem, w jaki sposób przygotowywane są słodycze. Wszystko dopracowane w każdym szczególe. Takie lizaczki są idealnym prezentem dla najmłodszych, którzy uwielbiają przecież dostawać niespodzianki. Smakują rewelacyjnie!


Co sądzicie o Halloween? Znacie markę Chocolissimo? ;)


Wpis powstał przy współpracy z firmą Chocolissimo